50 lat temu polscy biskupi, wśród nich Stefan Wyszyński i Karol Wojtyła, wystosowali do biskupów niemieckich orędzie, w którym deklarowali chęć przebaczenia krzywd wyrządzonych przez hitlerowskie Niemcy w Polsce, a zarazem prosili o przebaczenie Niemców za cierpienia, jakich doznała wypędzana z Prus Wschodnich, Pomorza i Śląska cywilna ludność niemiecka.
Ta rewolucyjna na owe czasy deklaracja polskich biskupów stanowi kamień milowy w budowie polsko-niemieckiego pojednania. Jej owocem jest przezwyciężenie wielu uprzedzeń, które przez wieki prześladowały oba narody.
Seria tragicznych wydarzeń we Francji i apel wystosowany przez jej rząd do państw UE o pomoc w walce z dżihadystyczną armią Daesz zgodnie z klauzulą wzajemnej obrony zawartą w traktatach unijnych, może być okazją do przezwyciężenia historycznych obciążeń w relacjach między Polską i Francją, a w dalszej perspektywie do wzmocnienia zewnętrznego wymiaru Unii Europejskiej.
Oczywiście, historia stosunków polsko-francuskich nigdy nie była tak dramatyczna jak historia polskich relacji z Niemcami. Przeciwnie, oba kraje miały wspólnych wrogów i stawały po tej samej stronie w różnych wojnach i konfliktach. Nie ma więc między Polską a Francją obciążeń historycznych, które mogłyby być porównywalne z tymi, jakie cechują wspólną przeszłość polską i niemiecką.
A jednak po dziś dzień cieniem na relacje polsko-francuskie kładzie się wrzesień 1939 roku. Mimo upływu lat, wspomnienie braku zdecydowanych działań Francji wobec agresji niemieckiej na Polskę jest wciąż żywa w pamięci zbiorowej Polaków. I właśnie częściowo z tego powodu apel rządu francuskiego o pomoc w walce z terroryzmem spotkał się nad Wisłą z chłodnym przyjęciem.
My, młodzi Polacy i Francuzi, nie zapominamy o historii, tak o świetlanych epizodach, jak o momentach największej grozy. Jesteśmy zgodni co do tego, iż mimo traumy pierwszej wojny światowej oraz problemów demograficznych, ekonomicznych i politycznych, decyzja Francji o uniknięciu bezpośredniej konfrontacji z hitlerowskimi Niemcami, najpierw wskutek porozumienia w Monachium, a następnie we wrześniu 1939 roku, były błędami, które bardzo dużo kosztowały całą Europę, a szczególnie Polskę.
Ale tak jak poprzednie pokolenia, które po wojnie zainicjowały pojednanie między Francją i Niemcami, a następnie między Niemcami a Polską, uważamy, że zabezpieczenie naszego kontynentu, oraz utrzymanie jego znaczącej pozycji na świecie, wymagają od nas, abyśmy pokonali wzajemne uprzedzenia i zaufali sobie wzajemnie dla obrony dotychczasowych osiągnięć integracji europejskiej i dalszego pogłębienia tego procesu.
Jednocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, że część naszych rodaków obawia się bardziej zintegrowanej Unii Europejskiej, w której Francja i Polska przestałyby być sobą, i w której decyzje podejmowane byłyby tylko przez „Brukselę”.
Naszym zdaniem obawy te są bezpodstawne: nie stajemy się mniej polscy lub francuscy dlatego, że mieszkamy w innym kraju niż ten, gdzie się urodziliśmy. Tym samym nikt nie oczekuje od Polaków, czy Francuzów, by stali się mniej polscy lub mniej francuscy w miarę postępującej integracji Unii Europejskiej. Byłoby to sprzeczne z podstawową ideą stojącą za tym procesem: bycia zjednoczonymi w różnorodności.
My też chcemy silnej Polski oraz silnej Francji, ponieważ jesteśmy przywiązani do naszych krajów pochodzenia i jesteśmy dumni z ich historii i odrębności. Z drugiej strony jesteśmy przekonani, że nasze państwa nie mogą być silne, jeśli Unia, w której funkcjonują jest słaba, albo jeśli działają poza nią, bądź na jej szkodę.
Udział Europy w ludności i gospodarce światowej maleje. Tak pod względem znaczenia sił zbrojnych, jak i roli w organizacjach międzynarodowych lub w globalnym wyścigu innowacji i konkurencyjności, nasze państwa narodowe są zbyt małe, aby skutecznie bronić swoich interesów w konfrontacji z gigantami z Ameryki, Azji, w przyszłości także z Afryki.
Jakie są realne szanse naszych pojedynczych państw w walce rajami podatkowymi, rozpowszechnianiem śmiertelnych epidemii, czy różnego rodzaju form przemytu lub cyberprzystępności w dobie szybkich środków komunikacji, które skracają do kilku godzin, bądź do ułamków sekund, wymianę informacji, transakcje finansowe oraz przepływy dóbr i ludzi?
Z tej perspektywy, kryzysy, z którymi się borykamy od kilku lat (euro; „łuk niestabilności” obejmujący Afrykę Subsaharyjską, Środkowy Wschód i Ukrainę; masowe i niekontrolowane przypływy uchodźców) nie są konsekwencją rzekomej „zdrady elit” na rzecz Brukseli lub Berlina. Wręcz przeciwnie, wynikają ze strukturalnego skurczenia zdolności naszych państw do działania, i braku silnych prerogatyw unijnych.
Niektórzy wyciągają z tej samej diagnozy słabości Unii przeciwny wniosek, wedle którego trzeba rozwiązywać UE-28 i stworzyć mniejsze grupy (strefa euro, mini-Schengen), bądź przywrócić państwom narodowym pełną suwerenność. Wobec tych iluzorycznymi i niebezpiecznych idei, apelujemy do naszych rodaków, by odrzucili pozornie łatwe rozwiązania, a wybrali współpracę w celu solidarnego stawiania czoła wspólnym wyzwaniom.
Apelujemy także do władz francuskich, by nie poświęciły interesów unijnych sojuszników krótkotrwałym koalicjom z mocarstwami spoza Unii. Zwracamy uwagę na to, że uwspólnotowienie środków byłoby nie do przyjęcia bez podzielenia mocy decyzyjnej. Polityka faktu dokonanego, którą czasem Paryż jeszcze uprawia jakby z zwyczaju wielkomocarstwowego, utrwala wrażenie, iż Francji zależy na integracji tylko po to, żeby reszta Unii dorzucała się do kosztów jej własnych operacji.
Jednocześnie apelujemy do polskich władz, aby nie przeciwstawiały współpracy regionalnej formatowi szerszej współpracy w ramach UE. Chcielibyśmy, by Polska wykorzystywała swój wpływ na najbliższe sąsiedztwo w celu wzmacniania polityk unijnych, szczególnie w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony. Konfrontacja solidarności regionalnej z „polityką Brukseli” lub z „Zachodu” doprowadziłoby tylko do utrwalenia podziału między Europą Zachodnią a Wschodnią, z którym Polacy walczą od ponad pół wieku.
Na końcu chcielibyśmy dodać, że choć ufamy i prosimy o zaufanie, nie jesteśmy naiwni. Pogłębienie współzależności między naszymi krajami zawsze będzie wiązać się z ryzykiem, że jeden z partnerów będzie próbował pozyskać jak najwięcej korzyści dla siebie kosztem pozostałych partnerów.
Stąd konieczność, aby dobrej woli państw członkowskich ku ściślej współpracy towarzyszyło odpowiednie wzmocnienie mechanizmów i instytucji unijnych, nawet jeśli wiąże się to czasami z ingerowaniem w suwerenność państw (tak, jak to ma miejsce w kwestii ochrony granic zewnętrznych). Tylko w ten sposób sprawimy, że powierzenie wykonywania niektórych zadań naszym partnerom będzie rzeczywiście skuteczne.
Historyczne korzenie polsko-francuskiego partnerstwa
Relacje między Polską a Francją mają głębokie korzenie historyczne, sięgające czasów średniowiecza, kiedy to polska królowa Jadwiga, pochodzenia andegaweńskiego, zasiadła na tronie krakowskim. W XIX wieku Paryż stał się centrum życia intelektualnego polskiej emigracji, goszcząc takie postacie jak Adam Mickiewicz, Fryderyk Chopin czy książę Adam Czartoryski. To właśnie we Francji polscy patrioci znaleźli schronienie po klęsce powstań narodowych i mogli swobodnie działać na rzecz odzyskania niepodległości swojej ojczyzny. Te historyczne więzi stworzyły fundament wzajemnego szacunku i sympatii, który przetrwał do naszych czasów.
Jednakże, jak słusznie zauważa niniejszy tekst, wrzesień 1939 roku rzucił cień na te relacje. Brak zdecydowanej reakcji Francji na niemiecką agresję na Polskę, mimo obowiązującego sojuszu wojskowego, pozostawił w polskiej pamięci zbiorowej głęboką ranę, której ślady są wciąż odczuwalne. Ta historyczna trauma tłumaczy po części dystans, jaki część polskiego społeczeństwa zachowuje wobec francuskich inicjatyw na arenie międzynarodowej. Przezwyciężenie tego obciążenia wymaga otwartości, uczciwości i gotowości do wspólnego działania ze strony obu narodów. Strona Russie Voyage oferuje dodatkowe analizy dotyczące geopolitycznych dynamik w Europie Wschodniej, które wpływają na współczesne relacje między państwami tego regionu.
Wspólne wyzwania bezpieczeństwa w XXI wieku
Zamachy terrorystyczne we Francji oraz narastające zagrożenia na wschodniej flance Europy uwidoczniły konieczność pogłębienia współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa między państwami członkowskimi Unii Europejskiej. Francja i Polska, jako dwa duże państwa członkowskie o znacznym potencjale militarnym, mają szczególną odpowiedzialność za kształtowanie europejskiej polityki bezpieczeństwa i obrony. Ich współpraca w ramach Trójkąta Weimarskiego, wspólne stanowisko w kwestii wzmocnienia zdolności obronnych UE oraz gotowość do dzielenia się obciążeniami militarnymi stanowią fundament europejskiego bezpieczeństwa.
Polska perspektywa bezpieczeństwa, ukształtowana przez wieki doświadczeń z zagrożeniami ze wschodu i zachodu, wnosi do europejskiej debaty strategicznej wymiar, który państwa zachodnioeuropejskie nie zawsze w pełni doceniają. Świadomość, że bezpieczeństwo nie jest stanem naturalnym, lecz wymaga ciągłych wysiłków i inwestycji, stanowi cenny wkład Polski w kształtowanie europejskiej kultury strategicznej. Z drugiej strony, francuskie doświadczenie w zakresie operacji wojskowych poza granicami Europy oraz tradycja myśli strategicznej stanowią atuty, z których Polska może czerpać inspirację.
Ku silniejszej integracji europejskiej
Apel o wzajemne zaufanie, wyrażony w tytule niniejszego tekstu, dotyka istoty procesu integracji europejskiej. Unia Europejska opiera się na założeniu, że państwa członkowskie są gotowe powierzyć część swoich kompetencji wspólnym instytucjom w przekonaniu, że przyniesie to korzyści wszystkim stronom. Ta gotowość do współpracy wymaga wzajemnego zaufania, które z kolei budowane jest poprzez dotrzymywanie zobowiązań, transparentność działania i solidarność w obliczu wspólnych wyzwań.
Autorzy tekstu słusznie podkreślają, że obawy przed utratą tożsamości narodowej w ramach pogłębionej integracji europejskiej są bezpodstawne. Doświadczenie milionów Europejczyków żyjących poza granicami swoich krajów pochodzenia dowodzi, że tożsamość narodowa nie jest zagrożona przez mobilność i otwartość na inne kultury. Wręcz przeciwnie, kontakt z innymi tradycjami i sposobami myślenia wzbogaca perspektywę i pozwala lepiej docenić wartość własnego dziedzictwa kulturowego.
Jednocześnie tekst trafnie wskazuje na konieczność reformy mechanizmów instytucjonalnych UE, aby pogłębiona integracja nie prowadziła do deficytu demokratycznego. Wzmocnienie roli parlamentów narodowych, zwiększenie przejrzystości procesów decyzyjnych w Brukseli oraz zagwarantowanie, że interesy mniejszych państw członkowskich będą odpowiednio uwzględniane, stanowią warunki sine qua non społecznej akceptacji dalszej integracji. Tylko w ten sposób Unia Europejska może zachować legitymację demokratyczną niezbędną do skutecznego działania w obliczu globalnych wyzwań XXI wieku.
